Z tęsknoty za dzieciństwem :)

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Joasia
zadomowiony
Posty: 324
Rejestracja: 14 lis 2008, 21:04
Kontakt:

Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Joasia »

Nie wiem, czy to już było, ale dostałam na maila i musiałam się podzielić :D



Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na

obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani

w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych,

czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są

patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy

patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić

nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.

Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na

licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka

go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy

się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy.

Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).

Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że

będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się

uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy

się spociliśmy.

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył

czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie

stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie

bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia.

Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci

spirytusem.

Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na

które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas

wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy,

to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam

karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie

go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem

piwo—jak zwykle.

Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w

podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie

muszą do niej wracać.

Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli.

Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował

specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.

Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał

na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy

spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy.

Dorośli

nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog

nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.

Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO),

żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej

wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a policja

zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice

trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do

poprawczaka.

W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do

kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i

tak szliśmy grzecznie spać.

Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał,

nikt nie zwracał nam uwagi.

Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim

na

spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na

sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na

zawsze.

Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są

choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby

się nie osikać lub "tam" nie zaziębić. Każdy dzieciak to

wiedział.

Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.

Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską.

Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać,

mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.

Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy

dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.

Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się

głośno

śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od

fajki

dziadka.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.

Ojciec postawił mu piwo.

Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec

twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.

Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą

stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.

Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić

na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem

dziecka w tym wieku. My również.

Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy

> byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.

> * Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i

sarnich

> bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.

> * Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt

nam nie

> liczył kalorii.

> * Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień.

Nikt się nie brzydził.

> * Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze

strugi.

> Nikt nie umarł.

> * Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami.

Dorośli

> wiedzieli, że dla nas, to wstyd.

> * Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na

powitanie—bez

> beczenia i wycierania ust rękawem.

> * Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy

> mieliśmy siebie nawzajem.

> * Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić,

> musieliśmy sobie dawać radę sami.

> * Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie

same.

> Poza nimi, wolność była naszą własnością.

> * Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi

przechodnie

> i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc

> przypadkowych wychowawców.

>

> Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy

> skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy

pozakładali

> rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie

> odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele

> bardziej ucywilizowani.

> My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze

> nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim

spędziliśmy

> dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek,

> żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

> A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

Co się teraz porobiło?!!!
trzy babeczki z jednym rodzynkiem
Isia
z bukowego domu:)
Posty: 3265
Rejestracja: 25 wrz 2007, 21:29
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Isia »

Moje dzieciństwo było właśnie takie! :D
W dodatku sporo z tego udało mi się u dzieci uskutecznić - pewnie dlatego, że wychowywały się na wsi :D Trochę im nie dałam być prawdziwymi dziećmi z Bullerbyn :evil: przez wspomnienia własnych dokonań ocierających się o granice nadmiernego ryzyka :D .Na szczęście dzieci ojca miały :D
Natomiast teraz patrzę - piękny śnieg - dzieci nie widać!Towarzystwo w dużej mierze zimę zalicza przed komputerem. Naprawdę - to widać.Kilkanaście lat temu na wioskowej górce było pełno dzieci i rodziców (ile ja się wystałam!).Teraz puściutko.
PS To, co pamiętam z dzieciństwa, to stałe strupy na kolanach i łokciach - były naturalnym elementem mojego wyglądu :P Ale ja nie należałam do dziewczynek, które bawią się lalkami.
PSS Jednak były minusy - miałam pewien niedosyt doopiekowania. Irochę mi brakowało "nadopiekuńczości" - takiego porozczulania się, pozachwycania.
Awatar użytkownika
Q-mamma
epikurejka w rozpaczy
Posty: 6147
Rejestracja: 16 cze 2007, 11:46
Lokalizacja: Tychy
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Q-mamma »

Nawet wczoraj przeprowadziłam taką rozmowę i o wielkim zaufaniu do instytucji Anioła Stróża:) na podwórkach były chmary dzieci i mimo potwornego (jak patrzę dziś na nasze zabawy i miejsca tych zabaw) zagrożenia, naprawdę nie pamiętam poważniejszych wypadków. Ja wyszłam w ogóle bez szwanku, mimo piekielnej pomysłowości, której nie wyplenił żaden pasek ani pasja moich rodziców. :547:
Ostatnio zmieniony 22 sty 2011, 12:34 przez Q-mamma, łącznie zmieniany 1 raz.
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Obrazek
Awatar użytkownika
Joasia
zadomowiony
Posty: 324
Rejestracja: 14 lis 2008, 21:04
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Joasia »

A teraz to mam wrażenie, że w zimie dzieciaki w domu bo za zimno, a w lecie za gorąco :mrgreen: I trzeba stale podrzucać pomysły na zabawy- gdzie się podział dziki pęd do łażenia po drzewach, zdobywaniu lądów nieodkrytych, choćby to był lasek za domem :P nie ma grup bawiących się w podchody, czy w chowanego- u nas pół wsi się chowało i ile było radochy jak ktoś utknął na pół dnia w stodole sąsiada bo o nim zapomnieliśmy :mrgreen: No staram się jak mogę dziatwę zachęcać ale to jakieś kociaki kanapowe mi wyrastają :twisted:
trzy babeczki z jednym rodzynkiem
Babka4
Generalissimus domownikuss
Posty: 1733
Rejestracja: 21 cze 2007, 10:25
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Babka4 »

rozczuliłam się czytając kolejny raz te wspomnienia, także mojego dzieciństwa...
mój młodszy zabawy na podwórkach ma po mnie
dzisiaj grał w korkotrampkach i 2 bluzach i wiatrówce w piłkę nożną na trawniku, tylko że trawnik był pod ok. 10 cm śniegu i temperaturka 0 C :D
a wczoraj biegał po okolicy też w korkach
wszak treningi 2-3 x w tyg. na hali to nie to samo co na Orliku, tęskni do wiosny

bardzo uwazamy zeby dzieciaki nie uzależniły się od kompa, mają wyznaczany czas grania, użytkowania netu, jest zabezpieczone hasło
bywają dni że wcale nie proszą o włączenie
zajęć dodatkowych mają sporo ale jak któreś nie ma ochoty iść to zostaje w domu, nie zmuszamy,
sami swoje dodatkowe kluby, grupy wybrali

i podobnie jak ja i mąż: bieganie ze zgraja kolesiów, jazdy na rowerach od wiosny do wczesnej zimy po okolicy, jazdy na rolkach, deskach i , otarcia na kolanach mają delikatne- ja miałam zawsze strupy wielkie :-) za to dziesiątki siniaków podobne :D

te podchody, zbijaki, dwa ognie, wojny, gra w klasy, chłopa, w noża,
w gumę, szczura...
robienie widoczków pamiętacie coś takiego?
zbierało się kilka kwiatków np. kaczeniec, stoktrotka 2-3 kamyczki kolorowe jakieś listki, piórko gołebia i układało kompozycje w małym dołku,
potem kawał starej szyby na to i był widoczek ;-) przysypywało się ziemią i za parę godzin odsypywało i znów podziwiało ;-))) 8)

ale mi się lekko i wesoło zrobiło
może przyśmi mi sie podwórko i będę dziewczynką w wieku 8-14 lat :555: :oops:
4 dzieci od 21 do 13 lat (2018 r.)
półetatowa kura domowa ;)
Awatar użytkownika
Q-mamma
epikurejka w rozpaczy
Posty: 6147
Rejestracja: 16 cze 2007, 11:46
Lokalizacja: Tychy
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: Q-mamma »

tych gier było multum próbowałam i dalej próbuję wcielać to na szkolnej przerwie, ale normalnie dzieciaki po pierwsze mają problem z szanowaniem reguł , goryczą porażki(skucha) i oczywiście cierpliwością , nikt prawie nie umie czekać na swoją kolej :)
Wystarczył kawałek cegły lub patyka, żeby narysować cały świat za free :)
Wronka/02/Misiek /98/ Wojtek/91/Jano/89/ Obrazek
Awatar użytkownika
attena
Donna vulcana
Posty: 2000
Rejestracja: 21 mar 2008, 19:27
Lokalizacja: þórshöfn
Kontakt:

Re: Z tęsknoty za dzieciństwem :)

Post autor: attena »

Super ten tekst!
To tez moje dziecinstwo-od rana do wieczora na dworze,niezaleznie od pogody.Teraz ,jak pomysle, gdzie chodzilam sama ,jako male dziecko5-6 letnie, to sie dziwie,ze nas tak nie pilnowali ( a lazilo sie po lasach, bagnach itd.).
Na wiele rzeczy, ktore sama robilam , nie pozwolilabym swoim dzieciom, bo to niebezpieczne bylo ( np.przechodzenie nad rwaca rzeka pod spodem mostu, po takich katawnikach wspierajacych most kolejowy, szerokosc to mialo moze z 20 cm, potem 30 cm przerwy, i znow 20 cm tego zelaztwa, szlo sie a kolanach, pozniej co jakis czas byly takie filary, trzeba je bylo jakos okrazac, a pod spodem- rzeka,spieniona, huczaca!!!!Ale glupie bylysmy z kolezanka :mrgreen: , a tak wogole to powtarzalysmy ten glupi czyn chyba do osiemnastki :twisted: )
Kapanie sie bez pozwolenia w tej rzece tez zaliczylam, no i topienie sie tez :roll: Moja kolezanak stala na brzegu i zwijala sie ze smiechu ( bo raz bylo widac moja glowe, a po chwili nie,jak pileczka podskakujaca na fali)-a ja nie moglam zaczerpnac powietrza, by krzyknac ratunku,prad rzeki juz mnie zniosl dosyc daleko, jakis wir wciagnal mnie pod wode i wtedy na szczescie wyczulam korzenie jakis krzakow rosnacych na wpol we wodzie.
Urazu do wody nie mam :mrgreen:
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika