Nie mam pojęcia, dla kogo niby przeznaczona jest ta książka. Bohaterami są przedszkolaki-starszaki, ale nie sądzę by była to książka dla pięciolatków.
Autor zdaje się kompletnie ignorować fakt, że normalne dziecko wiedzę z zakresu: * od mały dzidziuś rozwija się u mamy w brzuchu * do seks mogą uprawiać ze sobą (i zostać rodzicami) nie tylko mąż i żona (z wszystkim tym, czego dowiaduje się w międzyczasie) nabywa na przestrzeni kilku lat. A treść rekomendacji psychologa na okładce, jak dla mnie, każe wątpić w to, że pani psycholog książkę przeczytała
Mój najstarszy syn, z którym zawsze bardzo otwarcie rozmawialiśmy także na "trudne tematy" (jednocześnie jednak staramy się nie mówić więcej, niż dziecko jest gotowe usłyszeć) pierwsze pytania, o to skąd się wziął zadawał niedługo potym, jak nauczył się mówić, czyli w wieku ok. 2-2,5 lat. I absolutnie wystarczała mu odpowiedź, że zanim pojawił się na świecie był u mamy w brzuchu. Po wielu kolejnych miesiącach zaczął dociekać, skąd się u mamy w brzuchu wziął i odpowiedź, że powstał z komórki jajowej od mamy i plemnika od tatusia była dla niego całkowicie satysfakcjonująca. Później, przez długi czas fascynował go rozwój wewnątrzłonowy i z ulubowaniem oglądał albumy z rysunkami lub zdjęciami płodów na różnych etapach rozwoju. W wieku ok. 4,5 lat nurtował go problem, jaką drogą dziecko wydostaje się z brzucha. A gdy się tego dokładnie dowiedział, chciał koniecznie uświadomić w tej kwestii swoich mniej oświeconych przedszkolnych kolegów. A dopiero potem zaintrygowało go, jak te plemniki się dostają od taty do mamy. Dopiero niedawno - w wieku 8 lat - zaczął wnikać w zawiłości relacji damsko-męskich i doszedł do wniosku, że rodzicami mogą być nie tylko mąż i żona a także, że seks (choć jemu wydaje się to trudne do pojęcia) najwyraźniej sprawia dorosłym jakąś przyjemność. Do zainteresowania kwestiami fizjologicznymi, takimi jak wzwód, czy moment ejakulacji jeszcze mój syn nie doszedł, ale myślę, że nadejdzie taki moment, że i o to zapyta. Wzmiankowana zaś książeczka wykłada to wszytko, co mój syn układał sobie w głowie stopniowo przez ostatnich 7 lat i jeszcze jakiś czas będzie sobie układał, na piędziesięciu dość bogato ilustrowanych stronniczkach. Całość można przedłożyć maluchowi w jeden wieczór. Niby, spora oszczędność czasu... Mnie jednak zupełnie nie przekonuje.
Dodatkowo, bardzo mnie wkurza, jak ktoś przedstawia coś dzieciom w sposób niezgodny z prawdą. Jeśli już autor podejmuje się wyjaśnić dzieciom, na czym polega wzwód, to mógłby w tym samym zdaniu odpuścić sobie nieścisłość w postaci: "tata może go [siusiaka] włożyć w to miejsce u mamy do siusiania". Nie znam szczegółów anatomii żony szanownego autora, ale z moich doświadczeń wynika, że przeważająca większość kobiet oddaje mocz przez cewkę moczową nie zaś przez pochwę. Jeszcze jedna irytująca z mojego punktu widzenia kwestia, to całkowite zignorowanie drogi porodu, jest to skwitowane tylko pięknym sformułowaniem: "no a na samym końcu wychodzi z brzucha mamy jako wrzeszczący noworodek". No, sam miód, jak dla mnie
Generalnie, książka bardzo mnie rozczarowała. Moje dzieciaki czytały wcześniej serię książęk tego autora o detektywie Pozytywce i po panu Kasdepke spodziewałam się czegoś na znacznie wyższym poziomie
O, to sobie ulałam po lekturze...
tam mi sie nie podoba tylko ze dziecko to koniecznie w szpitalu, ale jakos to przezyje :)