Czyli jacy oni szczęśliwi po...
no nie rozumiem, to co mają udawac, że nie są?
Są szczęśliwi, fajnie, a to czy cierpią dzieci, to mi się wydaje zależne dużo od kontekstu kulturowego, w Polsce pewnie jeszcze w wielu miejscach cierpią, bo rozwód tak się traktuje w kategoriach cierpiętnictwa dla wszystkich, natomiast ja pamiętam jak byłam mała i byłam w Niemczech, tam jedna pani mi opowiadała, że ma drugiego męza i z wielką radościa mi mówiła, że bardzo dobrze, że sie pozbyła tego pierwszego, bo z drugim zyje już wiele lat i jest z nim szczęsliwa, przykazała mi wówczas małej dziewczynce, żebym jak będe cierpiała w związku to się nie zastanawiała tylko rozwód i już, to zapamiętałam sobie, chociaz akurat w życie wprowadzałam tylko w związkach nieformalnych, ( w sensie rozstania).
Attena pisała, że w Islandii norma jest że związki trwaja po kilka lat, tyle by odchowac wspólnie dzieci, a potem się zmienia partnerów, szuka kogoś na kolejny etap życia i nikt tam tragedii z tego nie robi, dzieci chyba tez aż tak straszliwie nie cierpia, bo uważają że to jest normalne, skoro większośc dookoła tak ma i tyle i myślę, że nie tylko w Islandii, moj znajomy belg tez był zdziwiony moim zdziwieniem, że ma 4 dzieci z 3 kobietami, a jest w ogóle z jeszcze inna z którą nie ma dzieci ;)
Ja sądze, że w Polsce mimo wszystko dzieci cierpią głównie z tego powodu, że taka się im otoczkę zapewnie, że tragedia i bógwico, że jak to ich rodzice się rozwodza no i z form tych rozwodów, bo mam wrażenie że polacy jakoś tak niefajnie sie rozwodzą, walki o opieke nad dzieckiem itd... a jacy wszyscy byli zdziwieni ( znów wracam do celebrytów) kiedy Górniak ustaliła ze swoim byłym mężem model szwedzki- czyli dwa tygodnie u mamy, dwa u taty, a wszyscy jaaaak to, to ona nie chce walczyć o pełna opiekę? a po co- ja sie pytam?
Jak dla mnie ważna jest forma rozstania, a nie to czy ludzie sie na to decydują, czy nie, skoro sie zdecydowali to znaczy, że nie widzieli mozliwości bycia razem i tyle, a jak znaleźli szczęście w kolejnym związku, to czemu mieliby się tym z innymi nie podzielić, uważam, że to tak samo cenna lekcja, jak ta którą dają pary, które są długowieczne, każdy znajdzie coś dla siebie.
a czasami niespodziewanie taki rozwód dobrze wpływa na związek, np jedna z moich dalekich cioć się rozwiodła przed laty z mężem, bo ponoc niemozliwy był, on sam to przyznaje, potem wrócili do siebie, on jakos się ustatkował, zmądrzał chyba, ale ona z nim ślubu już nie chciała znowu mieć, są razem do dziś dnia, mają po 60-tce, he he śmieją się, że są na kocią łapę ;)